|
czwartek, 07 czerwca 2007
W poszukiwaniu Marty PodgórnikJuż kilka godzin po Krakowie w deszczu chodzę, zmoknięty cały jestem i szukam Marty Podgórnik. Gdzieżeś jest? No normalnie nigdzie jej nie ma, kurwa! Jak się spytałem takiej babki o Martę to takie oczy na mnie zrobiła i mówi, że pierwsze słyszy, że Jacka Denhela to zna, ale Marty, że nie. A ja jej mówię, że Jacka to każda dziwka w tym mieście zna, bo on topowy i w Telewizji Publicznej z Grażynką Torbicką dupy daje. I mówię jej jeszcze, zupełnie szczerze, że Jacek mi nic nie daje, to znaczy w kwestii Marty, nie analnej, bo ja mojej Marty szukam, co kiedyś, jak była ostro najebana, a jak ona jest ostro najebana to jej trochę odpierdala, no a wtedy jej odpierdoliło konkretnie, więc jak była najebana to w takich ohydnych majtasach na miasto wyszła, że kto tylko II Stacja Literacka Dworcawschodniego TEKTURA
Zapraszamy na II Stację Dworcawschodniego, która odbędzie się 1 czerwca 2007 roku w Tekturze (ul. Wieniawska 15a, Lublin) o godzinie 22:00. Jest to już druga impreza mająca na celu promowanie młodych twórców z regionu lubelskiego i konfrontowanie ich twórczości z tekstami autorów spoza Lublina. Druga stacja będzie miała charakter firmówek biznesowych dla sekretarek, menagerów i studentów technologii żywności. Chcielibyśmy zapoznać was z biznesmenami, którzy pomimo swojego młodego wieku, osiągnęli już spory sukces.
Znajdujemy się obecnie w bardzo ważnym momencie dziejowym. Gospodarka rynkowa rośnie i jest w szczytowym momencie ożywienia. Sytuacja na rynku pracy poprawiła się. Mamy duże zapotrzebowanie przedsiębiorców na pracowników. Osiągnęliśmy najwyższy w naszej historii wskaźnik wykorzystania mocy wytwórczych. Rośnie popyt konsumpcyjny i inwestycyjny. W kwietniu zanotowano 12 procentowy wzrost produkcji przemysłowej w stosunku do zeszłego roku. Połowa osób zatrudnionych na etacie dostała w ostatnim roku podwyżkę. Wisława Szymborska w swoim wierszu napisała: „Czekając na rosół z makaronem”. A Jacek Dehnel rozpoczął swoją książkę od słów: „Już teraz dom w Oliwie wygląda inaczej”. W świetle tych faktów zapraszamy was na drugą stację Dworcawschodniego. Podczas jej trwania będziemy postulowali, żeby literatura aktywnie wzięła udział w budowaniu nowej rzeczywistości! Poeci do procesora. Dramaturdzy do laboratoriów genetycznych. Prozaicy zróbcie loda nowym technikom budowniczym. Na imprezie odbędzie się publiczne spalenie poezji Marty Podgórnik jako reprezentantki zgniłego antykonsumpcjonizmu, który sam siebie pożarł i dostał zgagi. Swoje teksty przeczytają: ![]() DAWID ein313 – urodzony w sercu Lublina 13stego w pewną Niedzielę lat osiemdziesiątych. Po renomowanych studiach i stażu w znanej firmie prawniczej obecnie zasiada w zarządzie fundacji na rzecz przeciwdziałania rozwoju gospodarczego. Ma psa, razem z żoną mieszka w jednej z podlubelskich miejscowości. Według niego prawda istnieje i ma się dobrze. Gnosis intactu. Jest epicentrum idei surdadaizmu, outrowertyzmu(sztuka), intyzmu (fenomenologia-noumenologia) oraz totalizmu (egzystencjalizm).Wszystko to zawiera się w kwestii 313. Obecnie zajmuje się istotą świadomości i łamaniem koła. ![]() KUBA WĘGRZYN – urodzony w Nowym Sączu w 1983 roku, specjalista ds. IT, informatyk z zamiłowania i z nienawiści. Stworzył system komputerowy na którym opierają się strony ABW. W wolnym czasie pije sok pomarańczowy. Fachowiec. Tworzy programy dla miejskich koszy, na ciele, na niby, na zaparowanej szybie autobusu, na odwrotnej stronie ławek na uczelni, na drzwiach ubikacji, na brudnych szybach samochodu. Jego biznesy są ulotne. ![]() KAMIL MĄCZKA – ur. 03. 07. 1984 roku w Lublinie gdzie mieszka, account manager, od kilku lat w zawodzie, piastował wiele kierowniczych stanowisk, nie rozstaje się z kalkulatorem. Oprócz ekonomii interesuje się grą w warcaby, oglądaniem relacji z obrad sejmowych i uprawianiem kwiatków na balkonie. W wolnych chwilach kradnie torebki, radia, batony z hipermarketów. Zakochany jest w liczbie pi. ![]() JAŚ KAPELA – ur. 1984. przedstawiciel handlowy. Bezwzględny, nieczuły i wyrafinowany. Bez poczucia humoru. Sprzedaje dzieciom podrobione snickersy. Zrobi wszystko, żeby tylko pozbyć się towaru. Twierdzi, że najważniejszy jest dla niego kontakt z klientem, od niego wszystko się zaczyna. Jest to podstawowy filar dobrze prosperującej firmy. Napisał książkę: „Jak sprzedać stary samochód.” Prowadzi branżowego bloga: blog.art.pl/r/. Mieszka w Krakowie. prezentacje przedstawi Fundacja Mejk A Rejnbow Wish ![]() LESZEK O – ur. 1981, starszy specjalista customer care, zajmuje się szeroko pojętą obsługą klienta z prawa i lewa, od przodu i od tyłu. W szkole podstawowej – przewodniczący klasy. W liceum należał do klubu ekologicznego. Jest pasjonatem kiosków Ruchu. Przeprowadził cykl wykładów dotyczących profesjonalnego i odpowiedniego traktowania klientów w okienkach kasy chorych. Odznaczony Krzyżem Żelaznego Dogadzacza. Współzałożyciel Fundacji Mejk A Rejnbow Wish ![]() ŁUKASZ L – ur. 1979, specjalista ds. logistyki. Kocha wykresy oraz pogaduszki z sekretarkami. Rząd RP czasami prosi go o ekspertyzy logistyczne. Zbiera puste pudełka i wypełnia je zepsutymi żarówkami. Współpracował z wieloma renomowanymi firmami. Na co dzień jeździ na rowerze z przebitą oponą. Współzałożyciel Fundacji Mejk A Rejnbow Wish. do kotleta zagrają: Plug and Play, Lublin Koncert Hatifnats, Warszawa Orient Express Soundsystem
czwartek, 12 kwietnia 2007
O pokoleniach
Dziadek i Młódka Wstał, bo dusił go smród ugotowanych parówek. Zobaczył, że ona jeszcze śpi. Był wkurwiony, bo jakąś godzinę temu to ona nastawiła te parówki, a potem o nich zapomniała. Wyszedł do kuchni, spojrzał w rondelek, parówki spuchły i rozpierdoliły się w tej tłustej wodzie. Podszedł do okna, otworzył je, nie buchnęło mu w twarz świeże powietrze, ale woń błota i kurzego gnoju. Nie zamknął okna, bo, mimo wszystko, kurze gówna były mu milsze.
piątek, 06 kwietnia 2007
Biografie
Jarosław Iwaszkiewicz Jarosław „Jaro” Iwaszkiewicz (1976) – poeta, prozaik, tłumacz literatury duńskiej, performer, krytyk sztuki. Studiował polonistykę i malarstwo w Poznaniu. Założyciel festiwalu poezji Twarzą w beton im. Marty Podgórnik. Zasłynął na nich pokazem zapasów w kisielu Lucha Libre wraz z krytyczką Martą Wyką. Redaktor poznańskiego czasopisma „Pro Arte”. De
Leszek O
Oto z kanałów IV Rzeczpospolitej wyszedł na powierzchnię Leszek Onak, ten Konan kanonów konających, ten moralizator plebejski Katonowi równy, od Herberta cięższej wagi wypluwający słowo, a z Demostenesem gotów stanąć w szranki. Onanista ubogich duchem. Sprzedawca szczęścia drugiego gatunku. Mistrz profesji wszelakiej. Trener drużyny okręgowej. Pociąg osobowy, przystający nawet wtedy, kiedy nie zachodzi potrzeba.
Lubieżnik, bawidamek, łajdak dworcowy Warsem podszyty, Hrabal transsyberyjski, kolejarska dusza, amator wczasów zakładowych i sanatoriów pracowniczych. Brutal z Polsilverem. Piewca uciech zmurszałych i kobiet przekwitających, bylejakości najprzedniejszej, cymesu z sekendhendu. Amator zapachu spoconych kucharek. Mistrz kamuflażu, tajska dziwka, odchylająca uda najlubieżniej, o ustach wilgotniejszych niż Sajgon w porze deszczowej. Niezaspokojenie najwyższej miary. Toaleta w godzinie szczytu. I godzina szczytowania w toalecie. Brat Albert literatury. Święty wózek złomiarski. Resajkling chałupniczy. Wymaz śmietnikowy. Papież podrobów literackich. Oto z kanałów ten wychodzący czystszy nad biel się stanie.
środa, 28 marca 2007
I Stacja Literacka Dworcawschodniego.
TEKTURA Mam przyjemność zaprosić was na I Stację Literacką Dworcawschodniego.
Spotkanie ma rozpocząć cykl niszowych potańcówek literackich mających na celu promocję twórców z terenów Lubelszczyzny. "Dworzecwschodni" to określenie, którego użył Marcin Świetlicki opisując miasto lubelskie.
Na stacji pierwszej zapoznamy się z dwoma poetami Błażejem Kozickim i Wojciechem Be młodymi, przystojnymi z Lublina, oraz dwoma prozaikami: Leszkiem Onakiem i Łukaszem Libiszewskim, starymi i obleśnymi, obecnie mieszkającymi w Krakowie. Do tańca zagra zespół Zubrad.
środa, 21 marca 2007
Ikeizmy
Drugi scenariusz
W meblowym przesiadujecie tylko w dziale dziecięcym. Dzisiaj w odmętach morskich głębin, otoczeni przez śnięte, pluszowe ryby i żółwie. Godzinami siedzicie na dywanie Andrea Rund, słyszycie śmiech niepoczętego dziecka, myśli układają wam się w koło, jak pomarańczowe wzory na tym dywanie. Czuwacie nad niepoczętym dzieckiem, gdy leży w plastelinowym łóżku w kolorze niebieskim z serii Mammut, czytacie mu nienapisane opowieści, porządkujecie jego nieadoptowane zabawki, wkładacie jego niepoczęte stroje najlepszych firm do niebieskiej, plastelinowej szafy Mammut z folii i plastiku. Gdy wreszcie wasze niepoczęte dziecko zasypia, zostawiacie je w tym dziale. Z rozczłonkowaną szafą serii Mammut wracacie do mieszkania. Po drodze przypominasz sobie, że masz ofertę pracy, tylko że w stolicy, że mógłbyś być accountjuniormanagerem w superfirmie i mieć więcej pieniędzy na dom, ale po rozmowie z żoną postanowiłeś, że odrzucisz tę propozycję, bo nie możesz zostawić jej samej z niepoczętym dzieckiem. W mieszkaniu składacie radośnie szafę, ustawiacie ją w waszym dziecięcym mieszkaniu. Żona przygotowuje wam pyszny obiad z KFC. Potem wychodzicie na miasto, spacerujecie po parku z nieobecnym dzieckiem, zaprowadzacie go na plac zabaw, gdzie słychać uśmiechy i szczęście innych, nieobecnych dzieci. Wkrótce trzeba będzie wybrać dla synka/córki odpowiednie przedszkole, szkołę, studia. Niedokończone myśli zostawiacie z niepoczętym dzieckiem, bo teraz jest wasz czas. Pilates dla żony, a dla ciebie jogging i basen. Wracacie do dziecięcego mieszkania. Gracie w scrabble. Układacie na planszy imiona dla dziecka, zdobywacie punkty, wygrywacie lub przegrywacie. Gdy wam się to znudzi, czas na lekturę. Przy białej lampie ściennej z pająkiem Minnen z zaciekawieniem wertujecie poradniki ciążowe, książki o niemowlętach, przeglądacie albumy z płaskimi, wiecznie uśmiechniętymi zdjęciami dzieci. Wizualizujecie. Składacie je. Wasze dziecko będzie miało złote loczki, zadarty nosek i ząbki jak perełki. Wasze dziecko będzie postawnym brunetem, będzie miało błękitne lub zielone oczy, powabne usta, gładkie lica. Wasze dziecko będzie roztropne, sprawiedliwe, miłosierne i opiekuńcze. Wasze dziecko będzie bawiło się z waszym nieistniejącym psem. Wasze dziecko będzie lepszym Janem Pawłem II, lepszym pisarzem, lepszym architektem, lepszym Tomaszem Lisem, lepszym lekarzem, lepszym adwokatem. Wasze dziecko będzie lepszą wersją Natalii Kukulskiej, lepszą dentystką, lepszą psycholożką, lepszą malarką, lepszą stylistką lub lepszą Kazimierą Szczuką. Wasze dziecko będzie bogate i szczęśliwe. Nasyceni odkładacie książki, gasicie światło, bo teraz jest czas na miłość. Żona kładzie się na plecach, ty w nią wchodzisz powoli. W ciemnościach widzisz zarysy regałów, półek ściennych, łóżeczek, rowerków, stoliczków. Nie możesz się skupić, znowu flaczejesz. Przy niepoczętym dziecku nie dajesz rady. Zamykasz oczy, zaciskasz zęby, twardniejesz. Chcesz zapłodnić. Zerujesz myśli, ale nadal czujesz, że ona w brzuchu ma twoje niepoczęte dziecko. Widzisz jego anielską twarz, niebieskie oczy. Przegrywasz. Przestajesz, gdy obudzone, nieobecne dziecko składa zimny dotyk na twoich spoconych na plecach. Flaczejesz. Żona zaciska się mocniej na tobie, nalega. Ale ty słyszysz wrzask noworodka, doświadczasz potencjalnego cudu narodzin. Niepoczęte, narodzone dziecko jest piękne i niepokalane, takie dziecko chciałeś mieć, nie możesz go teraz skrzywdzić. Nie chcesz grzeszyć. Ona chce, ty nie potrafisz. Wiesz, że żona kłamie. Jej nie zależy. Chce zabrać ci twoje idealne dziecko. Uciekasz. Po śladach niepoczętego dziecka biegniesz do kuchni. Musisz to przerwać. Wybrać. Tasakiem Skarpt ze stali nierdzewnej z dodatkiem molibdenu i wanadu za jedyne 49 złotych odcinasz sobie członka. Resztką sił wychodzisz z mieszkania, zabierasz ze sobą niepoczęte dziecko. Ciało niezaspokojonej żony stygnie w dziecięcym mieszkaniu.
środa, 07 marca 2007
Ikeizmy
Pierwszy scenariusz Kupujesz okazyjnie regał Billy za 850 złotych. Wiadomo, drzwiczki ze szkła hartowanego, okleina foliowa. Pożyczasz pieniądze od tego sąsiada, który nie ma dzieci, nie ma żony i nie wydaje pieniędzy. Dokupujesz potem, w tym samym kolorze, skórzaną sofę dwuosobową Kramfors, która kosztuje tylko 2699 złotych. Bierzesz na to w banku kredyt, który dostajesz w pięć minut, bo udało ci się zbajerować, że żonę jeszcze nie wylali z roboty i nie wspomniałeś, że w innym banku wziąłeś kredyt na śliczny, beżowy zestaw mebli kuchennych Faktum za jedyne 3025 złotych. Z Providenta pożyczasz ledwie 1000 złotych, bo wiadomo, jakoś to będzie. Kupujesz za półdarmo biały stolik Liartop z wysuwaną szufladką i z blatem ze szkła hartowanego, który wytrzymuje duże obciążenie. Za resztę kupujesz ogromną, niebieską miskę i sześć kilo holenderskich jabłek. Kiedy ci to wszystko, wreszcie, przywożą, za jedyne 350 złoty, bo mieszkasz zaledwie dwieście kilometrów od najbliższego meblowego, nie możesz posiąść się z radości, tak to ślicznie wygląda. Stawiasz stolik Liartop przed regałem Billy, siadasz na sofie Kramfos. Zwolniona z pracy żona przynosi ci z zajebistej kuchni w niebieskiej misce holenderskie jabłka i ty zajadając jabłka oglądasz na żywo Taniec z Gwiazdami. Akurat tańczy Kasia Cerekwicka. Kasia cię tak rajcuje, że nawet nie wiesz, kiedy zjadłeś dwa kilo jabłek. Nagrywasz se Kasię. Walisz konia w łazience, szepcząc jej imię i kładziesz się spać na nowej sofie Kramfos. Rano wstajesz, musisz odwieźć Matizem dzieci do przedszkola. Po drodze zatrzymuje cię policja, bo jechałeś pięćdziesiąt pięć w terenie zabudowanym. Legitymują cię i każą dmuchać w balonik. Alkomat wykrywa jeden i pół promila alkoholu z holenderskich jabłek. Dzień wcześniej Sejm RP zgodnie przegłosowuje ustawę: Zero tolerancji dla pijanych kierowców. Zatrzymują cię w areszcie. Przejebałeś se tym, że dzieci wiozłeś po pijaku. Rekwirują ci samochód, zabierają prawo jazdy, a nadgorliwy funkcjonariusz, który zapragnął, żeby być kiedyś radnym z ramienia prorodzinnej partii, spuszcza ci łomot stulecia. Wreszcie wierna żona, po wielu dniach zakładowej udręki, pożycza kasę od znajomych i wpłaca 5000 złotych kaucji. Wychodzisz. Żona przekazuje ci niewesołą wiadomość, że wylali cię z pracy za to, że jesteś zwyrodnialcem i bandytą. Wracasz do domu. Siadasz na sofie Kramfos. Jesz jabłka. Mieszkasz w małej miejscowości, a proboszcz nie zna miłosierdzia i rzuca na ciebie klątwę. Wracając z niedzielnego nabożeństwa narażasz się prawomyślnym obywatelom, którzy spuszczają ci sprawiedliwy łomot. Ledwie wracasz do domu i kładziesz się resztkami sił na sofie. Po dwóch miesiącach pojawiają się szanowni panowie z Providenta. Powszechnie wiadomo, że nie masz, jak zapłacić długu. Szanowni panowie gwałcą ci żonę i zabierają syna Kevina Patryka, którego sprzedadzą potem z zyskiem na części. Dwa dni później twoja żona w łazience goli się na łyso. Wyganiasz ją z domu i pozostałą dwójkę dzieci, bo wygląda okropnie i przestała, nawet w najmniejszym stopniu, przypominać Kasię Cerekwicką. Około południa pojawia się dżentelmen z banku z panem komornikiem i zabierają ci śliczny, beżowy zestaw mebli kuchennych Faktum za jedyne 3025 złotych. Wieczorem kończą się holenderskie jabłka. Następnego dnia, wczesnym rankiem, wpada, z pianą na ustach i tasakiem w ręku, życzliwy sąsiad, który przygarnął twoją łysą żonę, bo lubi Sinnead O’Connor i przywłaszcza, że niby jego własną, zasiedzianą przez ciebie, skórzaną sofę Kramfos i brązowy regał Billy. Wpadasz w histerię, biegasz nagi po pustym mieszkaniu, a gdy już masz dosyć wchodzisz na biały stolik z szufladką Liartop, żeby zasnąć, ale blat stolika załamuje się pod twoim ciężarem. Kładziesz się okaleczony na podłodze i zasypiasz. Budzisz się w schronisku dla bezdomnych ściskając w rękach białą nóżkę od stolika Liartop. Od sąsiadów z łóżka dowiadujesz się, że przywieźli cię tu, po tym, jak podpaliłeś mieszkanie.
poniedziałek, 05 lutego 2007
Familiada
Panem et circenses Mój ojciec. Dowiedziałem się przez telefon. Podarł swoją koszulę w romantycznym geście Rejtana i rzucił w matkę kapciem, ale nie trafił, bo się uchyliła. Mój ojciec gaśnie programowo, powoli, jak nasz stary odbiornik Neptun. Telewizyjnie. Mistrzostwa Jedynki, Dwójki i chuj wiadomo, czego tam jeszcze. Gaśnie przy dupadzie. Olimpiada - dupada. Zapłonął odbiornik. Zapadanie się zaczęło. Piłka nożna, siatkówka, biegi, skoki, kolarstwo, siatkówka, szczypiorniści, to łowienie czubkami palców krzesła, to martwy ruch gałek ocznych, to nagłe skurcze dupy, to pot zaciśniętych myśli, ból niewysranego słowa. Ciemność i jasność. W ciasnym pokoju tylko on. Przekracza możliwości ludzkiego ciała, umysłu, bije rekordy, zwycięża. Puls pod skórą wychodzi na zewnątrz. Mięśnie skrzeczą. Łysy gepard szykuje się do skoku. Gdy ponosi porażki, łapie się za resztki włosów, albo nieruchomieje, krew w nim stygnie. To siedzi w nim. Czuje się jak ostatni gladiator na arenie. W tle leci mu hymn Ich Troje „Mój Bóg jest miłością mą” w tonacji bokserskiej. Stroboskop wali basem po twarzy. Pędzi bolidem w ekran. Słowa nikną w gęstym powietrzu.
piątek, 02 lutego 2007
Rewolucja moralna
Brudny Harry Pamiętam jak starzy ludzie w mojej wsi gadali, że czorny to ma diobła w portkach. Nie wierzyłem im na słowo, bo żadnemu murzynowi do majtek nie zaglądałem i zaglądać nie zamierzałem. Ale jak w telewizji pokazali, jak Simon Mol uwiódł niewinne, polskie dziewczyny, to żem zdębiał. Taki wstyd. Normalne, zdrowe, chodzące do kościoła i dobrze się uczące uwiódł bezwstydnie. Teraz spokoju nie zaznają. Krecia robota, mówię wam. Zaplanowane. Promują feministki rewolucję seksualną, to mają. Wstyd narobiły tylko. Seksu promocję chcą robić, jak masła albo dżemu. A potem w tym porządnym programie „Warto rozmawiać” gęsto się tłumaczą, ale i tak ten dobry, porządny człowiek, redaktor Pospieszalski prawdę zna, przejrzał je, racji im nie przyznaje, tylko swoje lansuje i dobrze, bo któż z przyjemno
ścią łgarstw słucha? Naoglądałem się obiektywnie tego programu i wyrobiłem se zdanie, że problem głębszy jest, niż tylko nieszczęśliwy przypadek tych studentek. Nie można tego tak na czarno-biały sposób odbierać, rzucać nam kamieni, obwiniać, tylko się zastanowić trzeba, refleksji głębszej nam trzeba. Bo dziewczyny niczemu niewinne, to system jest zły, szkoła zła, rodzice źli. One nie wiedziały, z kim idą do łóżka, nie wiedziały, co robią, albo jak wiedziały to myślały, że cwańsze są, że krzywdy nikomu nie będą robić, wiecie sami jak to jest. Może same nie chciały, tylko musiały. Tylko przed lustrem stanąć potem człowiekowi wstyd, przyznać się trudno. Szatańskim sztuczkom dziewczyny uległy. Gumy nie zakładasz, bo to po chrześcijańsku nie zakładać. Grzech to przecież wielki. On prosił, one uległy, bo przypomniało im się zapewne, jak ksiądz na kazaniu grzmiał, że do piekła pójdą, jak ich chłop gumę założy. Grzeszyć nie chciały. A on ich dobroć, niewinność wykorzystał haniebnie. Żadne szmatławe intrygi, dowody na niby tego nie zmienią. Jakie prawo w niebie, takie na ziemi być musi. Po bożemu żyć trzeba. A media chciwe pławią się, cieszą się, sycą się tym sromem. Wszędzie to roztrąbione: w gazetach, w telewizji, w radio, jakby chwalić się czym było. Wiem, że tak było, bo żem sam siedział w domu i oglądałem telewizor. Widziałem w „Wiadomościach” wszystkie baby, jak jedna, badać się zaczęły, bo każda się bała. Wiadomo każdy się boi, bo to wiadomo, gdzie się człowiek zarazić może? Wszędzie teraz murzynów pełno, na ulicy ich widzisz, na dworcu, nawet do polskich knajp chodzą, śmieją się, rozmawiają i jedzą, jak gdyby nigdy nic. Niby człowiek wie, jak się zarazić może, ale tak na prawdę, to każdy wie, że z tym różnie bywa. Nawet ręce i nogi myć teraz to strach. Ja już, na ten przykład, w publicznych toaletach nóg nie myję. A oni panoszą się, mieszkania kupują, polską marchew wykupują, polskie ziemniaki, tylko tucznika wieprzowego nie chcą kupować i bieda z tym taka, że aż Andrzej Lepper interweniować musiał, dobrodziej nasz i anioł. Ja nikomu przyjeżdżać do Polski nie bronię, nie chcę wymyślać bzdurnych zakazów, bo restrykcjami nic się nie zdziała, bo w demokracji żyjemy, a nie w państwie policyjnym. Ale, aby dobrze było, system zdrowy być musi, zasady proste i jasne dla wszystkich. Polska krajem katolickim jest i nikt temu nie zaprzecza i dlatego, nim wpuścimy do kraju murzyna, jego lędźwie wybadać najpierw nam trzeba, czy nie na pokusę będzie zwodził, czy to nie diabeł przyrodzony. Moralna odnowa to nie droga usłana różami, tylko przejście w bród przez gnojówkę. Nie można się nam skalać. W domu pańskim zło panoszyć się nie może. Sprzeciw wobec zła nie jest sprzeciwem wobec demokracji, jak niektórzy nam chcą zasugerować, tylko naturalnym odruchem istoty ludzkiej dążącej do Boga. |
Zakładki:
BIOGRAFIE
IKEIZMY
LINKI
Strona Główna
|